friday

Śniło mi się, że jednak miałam córkę. Skubana od urodzenia głównie mówiła "NIE". Później, że kupiłam ser - OCZYWIŚCIE niewegański i zdziwiona byłam jego składem, który postanowiłam przetłumaczyć T. po niemiecku. Na koniec sąsiad zaprowadził mnie na pole kapusty i kazał tupać nogą - dopóki nie pojawiła się armia myszy z serowymi dzidami, chcące bronić swego terenu. Ciekawa jestem co na to Freud by powiedział, bo ja osobiście doszłam ostatnio do wniosku, że kobiety w ostatnim stadium ciąży zamieniają się mózgiem z kilogramem gwoździ. I nie ma co się tutaj obrażać - wiem po sobie. Takie życie. Chowam brudne kubki do lodówki, zapominam podstawowe słowa, przez co artykułowanie potrzeb przychodzi z ogromnym trudem. Co rusz się o coś uderzam i tracę rachubę gdzie i po co chciałam iść. Najlepiej gdybym jak ameba hodowała swój odwłok na kanapie, aż do rozwiązania, licząc, że po urodzeniu coś mi się tam odblokuje. 

Dzisiaj z rana chyba cztery razy uderzyłam się o naszą jakże piękną, nową lampę z IKEA, którą nie tak łatwo było skręcić i przez tydzień wisiała przymocowana odwrotnie. Przypomniałam sobie (sic!) wypowiedź jednej z Kulczykowych (nie rozróżniam ich), że zanim poznała Jana to miała ciężkie życie i cierpiała na ubóstwo, bo w domu miała meble z IKEA. No the horror, the horror!! Mam nadzieję, że tej Pani już nic podobnie potwornego nie grozi i otaczają ją same Ludwiki czternaste i kilka siedemnastych.


the kind mama

Wegańska ciąża, ekologiczne macierzyństwo, pełne wiary w kobiecą intuicję. Na tej kanwie można napisać przewodnik. Ja osobiście będę usatysfakcjonowana.

The Kind Mama: A Simple Guide to Supercharged Fertility, a Radiant Pregnancy, a Sweeter Birth, and a Healthier, More Beautiful Beginning



projekt matka

Oczekiwałam radości, zaskoczenia, strachu i bezwarunkowej miłości. Momentów krytycznych. Dostałam permanentne zmęczenie i obraz matki polki pracującej - trochę zbyt chłodnej i chaotycznej. 


Minimalism: A Documentary About the Important Things

Z jakiegoś powodu łatwiej radzić sobie z codziennymi dramatami, kiedy ma się mniej rzeczy do ogarnięcia w domu i jednocześnie więcej pieniędzy na koncie. Co ciekawe minimalistami najczęściej zostają weganie. Nie wiem czy jest to kwestia wysnuwania wniosków czy moda ale któreś z tych dwóch musi uratować świat. 



w dolinie muminków

Syndrom męczennicy dostępny dla każdej kobiety. Co najmniej jakby nam go na starcie wdrukowywali. A walczę z tym codziennie i nie zawsze wygrywam. Zmęczone, głodne po pracy ale jeśli wiemy, że skończyły się czyste gacie to i tak MY je prać będziemy. Jak nie my to kto? 

A komu to potrzebne? Nikt nie da na msze w naszej intencji, więc chyba warto zakończyć w końcu ten traktat pt. jestem samicą domową. 


Wyspa wyłaniała się z morza dzika i kusząca, uwieńczona spienionymi falami, w koronie zielonych drzew - jak gdyby w świątecznym stroju.- Ląd na godzinie drugiej przed nami! - krzyknął Muminek.Wszyscy wychylili się przez burtę, Żeby popatrzeć. - Tam jest piaszczysty brzeg! - zawołała Panna Migotka ucieszona. - I pięknych osiem skał! - dodał Tatuś Muminka sterując zręcznie między skałami, by dobić do brzegu. Łódź miękko wsunęła się na piasek. Muminek chwycił cztery liny i wyskoczył na ląd. Wkrótce na brzegu wyspy aż kipiało od gorączkowej pracy. Mama Muminka naznosiła kamieni i nazbierała chrustu, by odgrzać naleśniki. Potem rozłożyła na piasku obrus, który na każdym rogu przycisnęła kamieniem, żeby go wiatr nie zdmuchnął. Poustawiała rzędem filiżanki i włożyła maselniczkę do dołka, który wykopała w mokrym piasku w cieniu dużego kamienia. W końcu postawiła bukiet lilii wodnych na środku nakrytego stołu.- Czy możemy ci w czymś pomóc? - spytał Muminek, gdy wszystko już było gotowe.- Zbadajcie wyspę - powiedziała Mama Muminka (która wiedziała, że jest to coś, czego bardzo pragną).- To ważna rzecz wiedzieć, gdzieśmy wylądowali. Może tu jest niebezpiecznie, prawda? Ale wróćcie do godziny szóstej.* 

* Ładnie się ta kobiecina zakręciła z tą torebusią na łokciu. Naznosiła, nazbierała i jeszcze sobie obrusik przytrzasnęła kamieniami i przyozdobiła kwiatkami. Aż, by się chciało dać jej kuksańca, że taka urobiona po pachy idiotka, niewyemancypowana. Epicki ten nowy program lektur. Doprawdy. 


what the health

Zamiast snuć konspiracyjne teorie, zwraca się z pytaniami do źródeł i dotyka tego, co ludziom najbliższe. Komu nie zależy na tym, by być zdrowym, w dobrej formie i aby dożyć w dobrostanie dorosłości swoich dzieci czy wnuków ? 







Frantz

Nie ma tu nic sztampowego, taniego. Nie ma szantażu emocjonalnego. Jest za to jakaś uniwersalna prawda o ludzkiej naturze i ta staroświecka powściągliwość w okazywaniu uczuć.


baby

Czy ja już mówiłam, że nie znoszę tych wszystkich złotych rad sianych wokół ciężarnych i młodych mam? A na okoliczność „zobaczysz, jak będziesz miała dziecko to wszystko się zmieni” dostaje gęsiej skórki. Czy naprawdę wraz z zajściem w ciąże, kobiety przechodzą transformację i stają się matką-mamałygą, która z mety zaczyna zawodzić ciuciu, ciuciu, lulu, lulu? Chociaż od niemal dziewięciu miesięcy przechodzę wycieczkę w głąb swojego DNA, żeby za chwilę nowe DNA zamieszkało w moim mieszkaniu to badania terenowe wykazują, że można zachować zdrowy rozsądek. POWAŻNIE. Pomimo tych wszystkich nowych rzeczy i tematów, które mają na celu zmodyfikować rozumnego człowieka płci żeńskiej – kaftaniki, śpioszki, łóżeczko, pieluszki, smoczki, koszulki, krzesełka, śliniaczki. Terra incognita, doprawdy. A mi się po prostu marzy, przeczytać Trupią farmę Billa Bassa. Tak zwyczajnie. I nie odpowiadać na pytania czy zamierzam rodzic naturalnie, karmić cycem i czy me dziecko będzie również na diecie bezmięsnej. I TAK, mój Gumiś nie będzie jeść mięsa, będzie wychowywać się z dwoma psami, nie będę kazać nikomu zakładać maseczki, żeby się z nim zobaczył, zamierzam wychodzić z nim z domu wszędzie gdzie się da, a czapeczkę ubiorę, jak będzie chłodno. I NIE, nie uważam, że muszę posiadać wszystkie rodzicielskie gadżety, nie jestem fanką smoczków, nie musi mieć dużo zabawek zwłaszcza tych plastikowych i nie będę porównywać kto pierwszy usiadł i zaczął raczkować – mój Gumiś czy Gumiś sąsiada. 

Tak, czekamy. Wszyscy.


another sunny day

Upał w mieście w trzecim trymestrze to aż nieprzyzwoite. I coś mnie tak trzepie w środeczku, że chciałabym jednak na plaże i do wody. A moim jedynym dylematem byłoby jaką letnią sukienkę z koralikami ubrać i gdzie dostanę wegańskiego gofra. A tak to rozważam "w co by się tutaj dzisiaj zmieścić" i jak tu przetrwać kolejny dzień, rozpływając się na kanapie. Powiedziałabym też, że pod ścianą leży stado kolorowych japonek i się na mnie cynicznie gapi ale ostatnie zostały zjedzone przez Tarę a pozostała para spakowana jest do szpitala. No masz Ci los jaka rozrywkowa ostatnio jestem! Naprawdę nie wiem gdzie się podział cały lipiec i czerwiec. Psychicznie dalej jestem w pierwszej połowie kwietnia. 

PS. Śniła mi się też surykatka. Niestety w sennikach nie ma nic o nich.